Zdenerwowanym ruchem wcisnęłam ręce w kieszenie spodni. Zdziwiłam się
ciszą wokół mnie. Przecież zawsze miałam słuchawki w uszach i szłam w
rytm muzyki. 10 min, czyli praktycznie całą drogę zajęło mi rozwiązanie
problemu.
Po prostu
Byłam tak zaabsorbowana osobą Hemmingsa
I jego dziewczyny
Że zapomniałam włączyć muzykę.
Tada!
Mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi wejściowe. Rodziców, JAK ZWYKLE, nie było i, JAK ZWYKLE, zapomnieli zamknąć mieszkanie.
Rzuciłam kurtkę w kąt koło wieszaka i ruszyłam po schodach do mojego pokoju.
Lubiłam go. Był takim moim schowkiem przed złem tego świata. Tak, pewnie większość myśli, że nie mam uczuć. Nie, to po prostu życie zmusiło mnie do nieokazywania ich.
Lubię nową 'mnie'. Od tej głębszej strony, poznają mnie tylko przyjaciele.
I must be strong....
Zawiodłam się na Luke'u.
Taki fajny chłopak a chodzi... Z kim? Z Louise.
Tak, wiem. Nie oceniaj po pozorach. Ale prawda jest taka, że to przez
nią zmuszona byłam budować mur wokół siebie. To ona nauczyła mnie, że
pewne osoby na zawsze będą sukami.
- Ladadadada! I'm never gonna... - zaczął wydzwaniać mój telefon.
- Halo? - odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
- Ummm... Hej - Ashton - Mógłbym wpaść? - jego głos był inny...
Brakowało tego wesołego chichotu, zazwyczaj pojawiającego się między
wyrazami.
- Jasne, Ash. Stało się coś?- na serio się martwię.
- Ymmm... Umm... Nie... Tak... To nie jest rozmowa na telefon - był... Załamany?
- Czekam - nie zdąrzyłam się rozłączyć, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zbiegłam na dół, potykając się o własne nogi.
Przez wizjer zauważyłam blondyna z kręconymi włosami chowającego telefon do kieszeni od spodni.
- Wejdź - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
Ashton popatrzył na mnie.
Zachłysnęłam się powietrzem na widok jego czerwonych oczu.
- Jest aż tak źle? - smutno zaśmiał się, jednak szybko ten chichot przerodził się w szloch.
Przytuliłam się do niego. A raczej próbowałam. W momencie w którym
dotknęłam rękami jego pleców, rozkleił się całkowicie wtulając się we
mnie.
- Chodź napijemy się herbaty i porozmawiamy - pociągnęłam go
za rękę. Cicho szlochając podążył za mną. Kątem oka zauważyłam jak siada
w rogu kuchni i otaczając kolana rękami zaczyna kołysać się w przód i w
tył.
Czyli jest naprawdę źle...
Liz
Nie dobrze...
Usiadłam obok chłopaka łapiąc go rękami za kolana. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. To było straszne.
- Ash...
Zero reakcji.
- Ashton...
Cisza.
- Musisz mi powiedzieć co się stało - wiem, że nie mogę się denerwować.
Kilka razy miałam do czynienia z depresją ale ponarkotykową... A to mi
na taką nie wygląda.
- Sue... - wymamrotał chowając twarz w moje
dłonie. Pod palcami czułam gorącą skórę chłopaka. Ashton niebezpiecznie
się zatrząsł i poczułam ciecz spływającą po jego twarzy.
- Co z nią nie tak? - spytałam łagodnie.
Chłopak lekko się krztusząc własnym płaczem, zaczął opowiadać:
- Sue... To moja była.... - nigdy więcej nie chcę patrzeć jak Ash
cierpi, to okropne. - Zadzwoniła do mnie pół godziny temu...
Powiedziała, że... - zająknął się - Że znalazła innego... Lepszego... I
to nie byłoby takie straszne, gdby nie... - rozpłakał się na dobre. -
Gdyby... Nie-e fa-akt, że-e byliśmy ra-azem trzy-y lata-a - chłopak
głośno szlochał - Ja-a napra-awdę myśla-ałem, że-że to ta jedy-yna - ten
widok rani moje serce.
- Ashton. Czasami trzeba pozwolić niektórym
ludziom dobrowolnie odejść by zobaczyli co tracą - potarłam dłońmi o
jego plecy - Wiem, że mówienie teraz 'będzie dobrze, nie jest ciebie
warta' jest totalnie bez sensu. Za to wiem co ma sens. Lody i dobry
horror we dwójkę - na moje słowa blondyn lekko się uśmiechnął. Wstaliśmy
z podłogi i ruszyliśmy do salonu, jednak w połowie drogi chłopak się
zatrzymał.
- Wiesz co - zwrócił się do mnie - To nie mogła być
prawdziwa miłość. Przecież ona mnie nie kochała. No chyba że jej dowodem
uczucia było wskakiwanie każdemu facetowi do łóżka. Później się
tłumaczyła, że 'to on zaczął', ale ja w to nie wierzę. Dziękuję -
przytulił mnie nagle.
- Za co? - odparłam zdziwiona odwzajemniając uścisk.
- Dziękuję za to, że jesteś...
Ash POV
- I jak, lepiej? - spytała Liz uśmiechając się do mnie.
Odwzajemniłem gest lekko kiwając głową. Moja ręka powędrowała w
kierunku stolika, odstawiając kolejne, piąte już, puste pudełko po
lodach.
- To dobrze - tak, dobrze - Co teraz robimy? - spytała
kładąc głowę na moich kolanach. Automatycznie wplotłem rękę w jej włosy.
Moje opuszki delikatnie muskały skórę jej głowy, bawiąc się
pojedynczymi kosmykami.
Zauważyłem, że dziewczyna zmrużyła oczy. Uśmiechnąłem się. Była tak inna od Sue. Inna w tym dobrym tego słowa znaczeniu.
- Hmmm... Zadzwońmy po chłopaków - zaproponowałem. Od razu tego pożałowałem. Dziewczyna podniosła się strącając moją rękę.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. - zaczerpnąłem powietrza.
- Nie przepadam za tą Louise - spojrzała na mnie.
- Ja też, ale wiesz, że mógłby wpaść sam Michael i Calum? - widziałem
zmiany zachodzące na jej twarzy. W końcu niepewnie skinęła głową, lekko
przygryzając wargę. Skłamałbym, mówiąc, że mnie to nie podnieciło.
Stary ogarnij się, tyle co rzuciła cię dziewczyna.
Ale nic na to nie poradzę, że kiedy jestem z Liz czuję się inaczej.
- Ummm... To zadzwonisz? - zarumieniłem się zdając sobie sprawę z tego że od dłuższej chwili przyglądam się dziewczynie.
- Jasne - wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do farbowanego.
- Hej - w tle usłyszałem jakieś jęki. Dzieci spać!!
- Ugh, mógłbyś przejść w nieco... Cichsze miejsce? - zasugerowałem delikatnie.
- Stary, jestem w ogrodzie. - jęknął Michael.
-O rany, to ostro tam musi być - skwitowałem powstrzymując się od wybuchu śmiechu.
- I jeszcze Calum poszedł na spacer a mnie zostawił - jęczał dalej Cliff do słuchawki.
- Wbijaj do nas, męczenniku - puściłem oczko do Liz na co się zaśmiała.
- Zaraz będę, kupię lody - rozłączył się.
O tak, lody ponad wszystko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz