Hej! Jest już całkiem sporo wyświetleń i gwiazdek, więc CHYBA mogę wprowadzić zasadę:
Jeden komentarz = Next
ILYSM!
Liz POV
Michael przygotowywał mnie na najgorsze. Według niego powinnam zastać
porozrzucane resztki jedzenia, MAYBE damską bieliznę... Tymczasem
weszłam i....
I...
I...
I...
I...
I NIC!
Dosłownie. W garażu stała perkusja, obok kilka wzmacniaczy, cztery
gitary i cztery mikrofony z czego jeden zawieszony nad perkusją.
No i zapomniałabym.
Sofa.
Tak, sofa.
Aktualnie leżał na niej Luke z tą dziewczyną. Jak jej tam? Louise? Chyba tak.
Lizali się.
Ups, przepraszam. CAŁOWALI.
Choć tak właściwie to...
Pożerali nawzajem swoje wnętrza jamy ustnej z wyraźną dominacją
chłopaka, przy akompaniamencie dźwięków wydobywających się ze
skrzypiącej sofy.
- Ekhem! - odchrząknął Mikey na co glonojady oderwały się od oczyszczania swoich ust z bakterii.
Szczerze, to rzygać mi się chce jak słucham swoich myśli. Glonojady, powiadasz...
- Cześć Liz! - wylądowałam na podłodze przygnieciona przez dwa bliżej niezidentyfikowane obiekty latające.
- Clifford! - jęknęłam ostatkiem sił.
Poczułam że znowu mogę oddychać. Spojrzałam w górę. Moim oczom ukazał się przezabawny widok.
Nade
mną stał Michael ze zmartwionym wyrazem twarzy. W jego prawej ręce
znajdował się kaptur Caluma, w lewej Ashtona. Obaj nieszczęśnicy wiszący
w powietrzu na twarzy mieli skruszone miny.
- Nic ci nie jest? - spytał Mikey wyciągając do mnie dłoń. Irwin i Hood wylądowali na podłodze z głośnym krzykiem.
- Dobra. Teraz ty i Louise usiądziecie na kanapie i posłuchacie naszego koncertu.
- Uderzyłeś się w pianino? - spytałam szeptem farbowanego odciągając go na bok.
- Nie. Musicie wreszcie porozmawiać. Nie ukrywam że jej nie lubię, ale
czekam aż powiesz mi dlaczego wtedy uciekłaś. Wiem, że jest to związane z
pochodzeniem Louise mimo iż jej nie znasz. Musisz się przekonać i z nią
pogadać. - odszedł. Prez chwilę patrzyłam w puste miejsce przede mną,
lecz ruszyłam w kierunku kanapy.
- Hej - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Spierdalaj suko - wyszeptała w moim kierunku.
Huh, milusia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz