Przełknąłem głośno ślinę i podrapałem się po karku myśląc nad stolicą Malezji. To było takie dziwne słowo... Mam! Kuala Lumpur. Napisałem i oddałem kartkę. Skierowałem się ku ostatniej ławce, zajmowanej w tym momencie jedynie przez farbowaną.
- Jak ci poszło? - spytała kiedy wyszliśmy z klasy.
- Nie poszło mi aż tak źle. Nie wiedziałem tylko co było stolicą Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
- Abu Zabi - zachichotała przeczesując palcami swój kucyk.
- O Boże - przejechałem ręką po twarzy naciągając skórę koło oczu.
- Przestań - poczułem lekkie uderzenie pięścią.
- Hej - przed nami zatrzymał się Michael.
- Siema - odparłem na synchromie z Liz.
- Ej no, Liz! To ja jestem twoim bliźniakiem! - powiedział wyrzutem Michael.
- Ty możesz być moim smerfem - wystawiła mu język, w odpowiedzi uzyskując to samo.
- I to wy macie 17 lat - z niedowierzaniem pokręciłem głową.
- I mówi to ten, który jesbghbpdbgdhpf - zatkłem ręką usta Michaela.
Miałem wiele wybryków na swoim sumieniu, ale niekoniecznie wszystkie
muszą ujrzeć światło dzienne.
- Niekoniecznie Liz musi o wszystkim wiedzieć - uśmiechnąłem się do dziewczyny, zaskoczonej naszą rozmową.
- Idziemy z Louise do MacDonalda - obok nas pojawił się Luke trzymający
za rękę tą plastikową zdzirę. Tak wiem, nieładnie tak oceniać, ale...
Zresztą, zobaczycie sami.
Mojej uwadze nie umknął fakt, że Liz wyglądała na trochę zdenerwowaną.
Objąłem ją ramieniem, żeby wiedziała źe nie jest sama.
- Idziecie z nami?
- Hmm.. Do Maca na kurczaka? - Mikey popatrzył na nas wyraźnie zaciekawiony propozycją.
Luke wręcz błagał mnie spojrzeniem, żebym odmówił. Czego się nie robi dla kumpli...
- Idziemy.
Widziałem jak Luke walczy z tym, aby nie jęknąć.
- Hmmm... To idzcie, ja muszę lecieć - widziałem jak Liz odchodzi.
- Ej! Zaczekaj! - krzyknął Michael biegnąc za nią.
- Umm.. - muszę coś wymyślić.
- Irwin! - usłyszałem nauczyciela od muzyki. Chwała Bogu, nie muszę oglądać jak się będą lizać, huh.
**** Michael's POV ****
Dogoniłem dziewczynę.
- Hej, stało się coś? - spytałem, gdyż dziewczyna wyglądała tak, jakby przeszłość uderzyła w nią i znokautowała.
- Obiecuję, że jak będę gotowa, to powiem - uśmiechnęła się delikatnie.
Pokiwałem głową.
- Masz ochotę wpaść dzisiaj na naszą próbę? - zaproponowałem
przeczesując włosy i wprawiając je w stan jeszcze większego nieładu.
- Próbę? - w głosie dziewczyny wyczułem nutkę... Zdziwienia?
- No... Zespołu - przeciągnąłem, niepewny reakcji.
- Macie zespół? Ale czad! - przytuliła mnie.
- Będę o 15! - rzuciłem patrząc jak odchodzi w stronę domu.
- Okej! - odkrzyknęła i zniknęła za dzrzwiami.
Dobra, Clifford. Czas ogarnąć ten burdel w garażu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz