wtorek, 10 marca 2015

Rozdział X, XI, XII

1 kom = next
Jeśli podoba wam się to ff, podawajcie dalej :)
SKFP :*
Wracaliśmy do domu. Po seansie chwilę pożartowaliśmy, po czym Mikey odwiózł mnie do domu.
****Ash POV****
Michael odwiózł Liz. No nie powiem, słodko wyglądali razem na motorze.
Dobra Ash. Powrót na ziemię.
Ruszyłem w dół ulicy, bawiąc się moim motorem. Tsa, wiem że to dziwnie brzmi, no ale nie ma innego sposobu na opisanie tego co robię ze swoją maszyną.
Jestem nienormalny.
No brawo, Ash. Powiedz nam coś czego nie wiemy.
Tsaaa... Gadam sam do siebie.
Zatrzymałem się pod domem. Zdjąłem kask i ruszyłem do drzwi.
- I met you when I was a teen - zacząłem podśpiewywać pod nosem piosenkę. Bardzo cenię Eda Sheerana. To jest przykład na to że nie trzeba być bogatym aby osiągnąć sukces. To dzięki niemu się jeszcze nie poddałem, i nadal wierzę że nam się uda.
Popatrzyłem na zegarek. 22:15. Oczywiście po kinie byliśmy jeszcze na kręglach, pizzy i w Starbucksie.
Padam.
Z.
Nóg.
Next Day
Sobota.
Sobota.
Sobota.
Sobota?
Sobota!
Hura! Mamy sobotę!
Zerwałem się z łóżka w biegu wciągając na siebie rurki i...
I w zasadzie tyle.
W domu mogę przecież chodzić bez koszulki, no nie?
A zresztą, nie mam się czego wstydzić.
A nawet wręcz przeciwnie.
Całe poprzednie wakacje na siłowni się opłacały, huh.
- Cześć ciastku - usłyszałem zaspany głos Liz.
- Serio? Ciastku? - zachichotałem. To był zły pomysł. Trzy sekundy później leżałem na dole schodów.
- Wszystko ok? - usłyszałem zatroskany głos dziewczyny.
- Tak. - jęknąłem.
- Zaraz będę. - rozłączyła się.
****Liz POV****
- Czee... - zamurowało mnie, kiedy drzwi otworzył perkusista bez koszulki.
- Co, podoba się? - spytał z rozbawieniem w głosie.
- To nie moja liga, beeejjbeee - przeciągnęłam ostatni wyraz.
- Powiedzmy że ci wierzę - mrugnął do mnie.
- Co robimy? - spytał kiedy weszliśmy.
- Hmmm... Możemy....

*-*-*-*+*-*-*-*
Przepraszam za jego długość, ale mam zapalenie krtani, prawie pluję krwią, i nie jestem w stanie w TYM momencie napisać nic dłuższego :'c
ILYSM!
~SKFP










Co prawda nie było tego 1 kom, ale jestem wam coś winna, więc...
Enjoy! xx
Liz POV
- Możemy zadzwonić do chłopaków i zapytać ich co moglibyśmy porobić - zasugerował Ash.
Strzeliłam palm face'a.
- Nie łatwiej ich zaprosić? - spytałam umęczonym głosem.
Jego głupota kiedyś mnie wykończy, słowo daję. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do Caluma. Odebrał po pięciu sygnałach.
- Mam nadzieję, że masz jakąś ważną sprawę ty paskudny człeku skoro zrywasz mnie o tak barbarzyńskiej porze - usłyszałam zaspany głos.
- Cal, jest prawie dziesiąta - powiedziałam  rozbawiona. W odpowiedzi tylko prychnął.
- A więc... - zaczął.
- Ah. No racja to ja dzwonie - usłyszałam uderzenie w ścianę. Mam nadzieję, że jego głowa to przeżyła.
- Więc dzwonię ażeby cię poinformować - ah, piękny język - że o 12 masz stawić się w skromnych progach domu Irwionów - zakończyłam przemowę.
- Kur, co ty ćpałaś? Będę. - i rozłączył się.
- Halo? Hej Luke... - ktoś gwałtownie mi przerwał.
- Z tej strony nie Luke. Mówi Louise. DZIEWCZYNA Luke'a. I radzę ci dobrze, odpieprz się od niego, kicia - dźwięk zakończonego połączenia. Wzruszyłam ramionami. Nie pierwszy raz, nie ostatni. Normalna nastolatka by się rozryczała. 'OMG, ona mi grozi'. Ale nie ja. Życie daje niezłego kopa w dupę i gdyby człowiek przejmował się takimi durnotami, padł by przy pierwszym zakręcie.
- Louise - wyjaśniłam zaskoczonemu Ash'owi. Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Cześć bliźniaku - słysząc głos Michaela na moją twarz automatycznie wpłynął uśmiech.
- Hej smerfie. 11. U Asha - rozłączyłam się.
- Mamy jeszcze godzinę. Co my tak długo będziemy sami robić? - jęknął perkusista.
- Ja poczytam, a ty się ubierz - usiadłam na kanapie opierając dłoń na kolanie.
- Sugerujesz, że ubranie koszulki zajmie mi 60 minut? - uniósł brwi, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Dokładnie tak - wzięłam do ręki gazetę.
10.58
- Liz! Pomóż mi! - usłyszałam z góry błagalny krzyk Irwina.
Westchnęłam i pomału skierowałam się na schody. Otwarłam drzwi i zastałam to, czego się spodziewałam. Półnagi Ashton grzebiący w szafie.
Wyminęłam chłopaka i zdjęłam jakąś koszulkę z półki. Rzuciłam nią w jego kierunku. Odpowiedział mi wdzięcznym uśmiechem i zaczął ją a siebie nakładać. W momencie w którym skończył, do drzwi zadzwonił dzwonek. Popatrzyłam na zegarek. 11.
- No bracie - poklepałam go po ramieniu - Równo 60 minut - po czym zbiegłam na dół wpuścić Michaela.
- Cześć jednorożcu - przywitał mnie.
Uniosłam brwi. What the fuck is it?
Brak reakcji.
- To co robimy? - spytaliśmy jednocześnie.
- Nie wiem - znowu się zsynchronizowaliśmy. Ashton, który właśnie schodził po schodach, zaśmiał się i spadł.
- Pośpiewajmy - rzucił wyjmując gitarę z pokrowca farbowany.
- Ale co? - zaciekawił się Ashton.
Popatrzyliśmy po sobie z Michaelem.
- Talk dirty to me - zaśpiewaliśmy jednocześnie.
- Nie - skrzywił się Irwin. - Sing Eda Sheerana.
- Ok - Clifford zaczął grać.
- It's late the evening
Glass on the side
I've been sat with you
For most of the night - śpiewaliśmy.
- Sing!!! - i epicki koniec.
- Wow, dziewczyno ty masz zajekurdebisty głos - z podziwem powiedział czarnoniebieskofioletowowłosy.
- Huh, dziękuję - zaśmiałam się.
- Music is our lifes...
Przeczytaj!!!
Więc tak.
1. Dziękuję za wszystkie wyświetlenia. Nie sądziłam, że ktoś to wogóle będzie czytał.
2. Rozdziały będą pojawiały się rzadziej czyli co 2-3 dni. Każdą wolną chwilę poświęcam na ff, ale niedługo mam konkurs, a którym mam grać "Give me love" ^^, więc muszę ćwiczyć.
3. Co sądzicie o nowej okładce?
4. Komentujcie, to mnie naprawdę motywuje i szybciej piszę rozdziały :)
5. Jeśli jest ktoś chętny na tą grupę, proszę o komentarz :)
~SKFP :)









- Że co kurwa, co? No przecież to jest bez sensu. Oni się kochają, on umiera, a ona jest chora. AUGUSTUSIE! MASZ ŻYĆ! - ze łzami w oczach Calum wydarł się do telewizora.
Tak, dokładnie tak. Oglądamy Gwiazd Naszych Wina. Swoją drogą, uwielbiam Greena.
- Hej, Calum uspokój się. On tam będzie szczęśliwy - przytuliłam chłopaka.
- Ale ona nie - wychlipiał chowając twarz w moje włosy. Czułam mokre strużki spływające po policzkach chłopaka. Nigdy nie sądziłam, że Calum jest taki wrażliwy.
- Przepraszam - wymamrotał po chwili.
- Ale za co? - spytałam z nutką zdziwienia w głosie.
- No bo wiesz - chłopak był zażenowany - To ty powinnaś płakać. Ja jestem facetem i nie powinienem się rozklejać - potarłam dłońmi po jego plecach.
- Jest okej - uśmiechnęłam się.
- Okay?
- Okay.
Pocałował mnie w czubek głowy, na co zachichotałam.
- O mòj Boże - usłyszałam cichy szloch z boku i zobaczyłam Michaela z wtulonym w niego Ashtonem.
**** Ash POV ****
Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nieeeeee!!!! Ale on musi żyć! Przecież...
- Wszystko okej? - poczułem ramię przyjaciela na moim barku. Rozpłakałem się. Nie. Nie. Nie.
Nawet nie zauważyłem kiedy film się skończył. Wyplątałem się z uścisku Michaela, który, tak nawiasem mówiąc świetnie pachnie i ruszyłem do łazienki aby zamaskować ślady płaczu. Kątem oka zauważyłem jak Calum także wstaje i idzie za mną. To dobrze, czyli nie tylko mną wstrząsnął ten film. Kiedy wróciłem, zauważyłem kolejny film, który w ręku trzymała Lizard.
Trzy.
Metry.
Nad.
Niebem.
Super. Czyli znowu będą potrzebne chusteczki.
**** Michael's POV****
Patrzyłem na ekran telewizora, jednak tak naprawdę myślałem o czym innym. Martwiło mnie to, że odkąd Luke chodzi z Louise w ogóle nie ma dla nas czasu.
- Zaraz wracam - rzuciłem podnosząc się z miejsca. Nawet nie zwrócili na mnie uwagi. I dobrze. Wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer do Luke'a. Po trzech sygnałach odebrała Louise.
- Hej Mikusiu - no zaraz jej przy***e.
- Luke - rzuciłem krótko i zwięźle.
- No już go daję, nie bądź taki niecierpliwy - przewróciłem oczami.
- Cześć - odetchnąłem z ulgą kiedy w słuchawce odezwał się głos kumpla.
- Hej, mamy wieczór filmowy u Ashtona, wbijasz? - spytałem.
- No nie wiem, jestem umówiony z Louise na zakupy....
- Słuchaj, odpuść sobie. Od kiedy z nią jesteś, nie spędziliśmy razem ani godziny - warknąłem i już miałem się rozłączać, kiedy Luke mi przerwał.
- Czekaj, pogadam z nią - i zakrył telefon ręką. Mimo to słyszałem w tle kłótnię, a następnie odgłos uderzenia.
Coś czuję, że Luke pojawi się na pół twarzy czerwony.
- Będę za 15 minut.
1 kom = next
Dziękuję za wszystkie głosy.
Do następnego
SkFp

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz