Mikey był naprawdę dobrym przyjacielem. Znaliśmy się... Jakieś 3 godziny, a czułam się jakby to były co najmniej 3 lata.
- Idziemy na lody? - spytał podekscytowany.
- Jest środek zimy... - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Uhh... - był wyraźnie zawiedziony.
-
Jeszcze się pytasz?! - pisnęłam radośnie i pociągnęłam Michaela za
rękę. Szliśmy i gadaliśmy o wszystkim. O muzyce, dziewczynach,
chłopakach, włosach, JEDNOROŻCACH... itd.
- Jaki smak? - spytał stając przed budką z lodami.
- Smerfowe! - krzyknęłam wyrzucając ręce w góre.
- Dwa razy smefrowe! - wrzasnął Michael wprawiając sprzedawcę w konsternację.
****
Siedzimy już od 10 minut w parku i jemy lody. Smak dzieciństwa.
-
Skończyłem - Mikey popatrzył na mnie. Pomachałam lodem w rożku, dając
znać, że ja jeszcze nie. Spojrzałam w górę i parsknęłam śmiechem. Włosy
chłopaka, to było jedyne miejsce, w którym nie znalazły się lody.
- Jesteś cały niebieski - zachichotałam - Od dzisiaj jesteś smerfem.
- Ej no - wydął oburzony wargę.
- No chodź - pociągnęłam go za rękę.
- Gdzie idziemy? - on zachowuje się jak dziecko.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Ale ja wiem. Chodź.
-Srsly? - spytałam, kiedy chłopak zatrzymał się przed salonem fryzjerskim.
- No co? - wyszczerzył się - Muszę zmienić już kolor. Mam go już dwa tygodnie. A ty? - spytał patrząc na mnie.
- Co ja? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- No... Jak długo masz czerwone włosy? - wskazał na moją fryzurę.
- Ymmm... Miesiąc? - niepewnie przesunęłam pomiędzy palcami pasmo moich włosów.
- Kurde! Kobieto, jak ty wytrzymujesz? Ja zmieniam czasem nawet co tydzień! - chłopak targał swoje kosmyki.
- To co, farbujemy? - spytałam kładąc rękę na klamce.
- Jasne - weszliśmy. Kobieta siedząca za ladą zachichotała patrząc na nas. Nie mam bladego pojęcia o co jej chodzi...
- Dobra. Na jaki kolor? - spytał mnie Michael.
- Mam pomysł. Ja idę tam - wskazałam na jedne drzwi - a ty tam - pokazałam na drugie.
- I zobaczymy co wyjdzie. Ok - zniknął za drzwiami.
- To na jaki kolor farbujemy? - spytała mnie fryzjerka.
- Czarne, żeby na grzywce przechodziły w fiolet, granat i jasny niebieski, można tak? - spytałam, zachwycona moim pomysłem.
- Jasne - puściła mi oczko i zabrała się do roboty.
- Gotowe - odsunęła się, żeby na mnie spojrzeć. Zerknęłam w lustro. Wow.
- Robi wrażenie - powiedziałam z uznaniem.
Moje włosy były czarne, ku dołowi powoli przechodziły w fiolet, na grzywce dodatkowo dochodził niebieski. Zaje*****!
-
Dziękuję - zapłaciłam i wyszłam. W holu szukałam wysokiego chłopaka z
oryginalnym, zmienionym kolorem włosów, ale go nie znalazłam. Po chwili z
salonu wyszedł Michael. Popatrzył na mnie i zaczęliśmy się tarzać po
podłodze ze śmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz